0

Taka myśl przyszła mi do głowy przygotowując “Ocalenie” Josepha Conrada do nowej oprawy.

Jeśli jest coś, czego nie lubię w swojej codziennej pracy jako introligator, to właśnie takich napraw/renowacji. Trafiają się takie i znacznie gorsze egzemplarze, ale dawno temu postanowiłem, że wszystkiego robić nie muszę. Inna sprawa, że powodem tej decyzji są też inne czynniki, których teraz nie będę rozwijał, ponieważ nie są głównym wątkiem tego postu. Już jako młody adept tego zawodu wzbraniałem się przed nacinaniem składek książki piłką. W spadku po moim ojcu mam w pracowni bardzo szczególny dla mnie model (piłki właśnie), ale od razu dodam, że przez te wszystkie minione lata użyłem jej może z jeden raz… Czyli praktycznie wcale.

Mój czeski nauczyciel, który miał decydujący wpływ na moje późniejsze/aktualne introligatorstwo, też unikał tego narzędzia jak ognia i ucieszyłem się, że nie będzie na mnie wywierał presji aby tak właśnie to robić. Nacinać składki piłką. Wiem, że wielu znamienitych introligatorów na całym świecie tak robi, a ich piękne oprawy mnie zachwycają w identycznym stopniu, co ich introligatorski kunszt. Wiem też, że można jednak inaczej, wystarczy chcieć zmienić swoje podejście lub przyzwyczajenia. I aby nie być gołosłownym podam ponownie przykład mojego nauczyciela, który sznurki roztrzepywał… przed szyciem, umieszczał je w przygotowane wcześniej wąskie tuby z tyvek’u i w ten sposób obszywał na książce. Potem tyvek z uwagi na swoje specyficzne właściwości jednym ruchem ręki usuwał, pozostawiając jedynie roztrzepane już sznurki. A więc można. Bez ingerencji i tworzenia okropnych dziur w papierze.

Innym sposobem, niezmiernie rzadko stosowanym przez polskich introligatorów, a często stosowanym zagranicą są skrzydełka. W mojej opinii to genialny pomysł na ochronę książki, zwłaszcza dla szczególnie cennych obiektów, dla których powinno się wręcz nakazywać tylko takiej metody szycia bloku. Czym są wspomniane skrzydełka? Dodatkowym paskiem odpowiedniej szerokości papieru, zagiętej w potrzebnej, odpowiadającej grubości składki ilości i doszytej do samej składki. Potem każda składka książki z już doszytym skrzydełkiem jest szyta ponownie w identyczny sposób, jak robi to każdy introligator, ale różnica polega na tym, że skrzydełka możemy nacinać ile chcemy, nanosić klej jaki chcemy, bez konsekwencji zniszczenia bloku starej, cennej książki. Skomplikowane? Być może dla kogoś, kto nie jest introligatorem tak, ale prościej wytłumaczyć tego nie potrafię.

Podsumowując, byłoby idealnie dla wszystkich, aby zawsze wybierać najlepsze rozwiązania i kierować się zasadą – przede wszystkim, nie szkodzić. Wiem ja, ale i my wszyscy, że w życiu tak nie jest i dlatego na moim stole lądują czasem takie książki…

Aż sam jestem zdziwiony, że tak dużo dziś napisałem 🙂

Zamówienie